McFarlane Primaris Space Marine część 2

Czas dokończyć to, co zostało zaczęte w części pierwszej. Dla przypomnienia, poprzednio skoczyłem na rozebraniu i przemodelowaniu części modelu pod Legionowego Pretora Mrocznych Aniołów z czasów 30k. Model nabrał już formy, więc przyszedł czas na dobór kolorów i zdobień. Podstawowa paleta dla Mrocznych Aniołów z czasów Wielkiej Krucjaty to czerń, czerwień, kość i srebrne lamówki.

Pomalowanie na podstawowe kolory to tylko pół zabawy. Wszak będzie to Pretor, najlepszy wśród najlepszych swojego legionu, ustępujący pola jedynie swojemu Prymarsze. Jego pancerz powinien być zdobny w symbolikę legionu. Po krótkiej analizie modeli i grafik, widać co jest symboliką legionu – sztandary, anioły, gotyk, krata, hexagrammaton, klucze, lew, skrzydła, miecze. Tak więc, malowanie czas zacząć.

W pierwszej kolejności, po umyciu części i wysuszeniu, położyłem czarnych podkład w sprayu i po jego wyschnięciu domalowałem zakamarki oraz wyrównałem kolor warstwą abaddon black. Na tak przygotowanej powierzchni można zacząć malować. Na pierwszy ogień poszedł sztandar na nodze. Wydrukowałem go w odpowiedniej skali, wyciąłem szablony i odrysowałem delikatnie kontur ołówkiem. Dzięki temu mogłem idealnie umiejscowić postać anioła śmierci, by uwzględnić jak najwięcej szczegółów.

Sposób na kratę wypróbowałem najpierw na taszce. Wyciąłem pasek z kartonu na pożądaną szerokość kraty i odrysowałem od niej najpierw w pionie, a potem w poziomie wzór ołówkiem. Dzięki temu krata jest wyszła równo. Wykorzystałem taszkę także do przetestowania nowego podejścia do rdzy – dwóch warstw bardzo rozwodnionych mixów rhinox hide/steel legion drab i steel legion drab/jokaero orange. Wyszło całkiem nieźle i postanowiłem, że to będzie sposób rdzewienia całego modelu. Poniżej zdjęcie przed (po prawej) i po (po prawej) nałożeniu rdzy.

Po udanym eksperymencie zostało pomalować resztę zdobień na nogach i nanieść na wszystko uszkodzenia z walki.

Zanim zacząłem malować górną część, należało najpierw rozwiązać problem zasilania LEDów w hełmie. Stwierdziłem, że najlepszym miejscem do schowania baterii będzie plecak. Przy wierceniu otworu pod baterię odkryłem, że w środku jest on pusty! Na szczęście kit epoksydowy wypełni każdą dziurę i po godzinie mogłem wrócić do obróbki. Aby mieć pewność, że bateria będzie zawsze stykać niezależnie od wysokości, użyłem dwóch styków ujemnych (ze sprężynką). Drugą częścią problemu był wyłącznik. Ze względu na ograniczone miejsce, zdecydowałem się na przełącznik SMD (dostępny tutaj: [link]). Po kilku przymiarkach, zdecydowałem schować go w środku torsu, na krawędzi. Idealnie schowany i jednocześnie dostępny za pomocą jakiegokolwiek ołówka czy patyczka.

Przed finalnym lutowaniem zostało złożyć pomalowany tors, plecak, szyję oraz głowę w całość. Tak oto prezentował się po złożeniu wszystkich gotowych na ten moment elementów.

I’ve got no arms to hug you with.

Koniec jest już na wyciągnięcie ręki. Zostało tylko pomalować ramiona i model będzie gotowy.

Wraz z ukończeniem ramion, złożyłem wszystko w całość. Na sam koniec dodałem pelerynę z tematyczną zapinką, którą można dowolnie ubierać i ściągać.

Na tym kończy się ta budowa. Sporo się podczas niej nauczyłem. Za jakiś czas myślę nad kolejnym takim projektem, zwłaszcza że w szafie czeka drugi model…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: